|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
piątek, 27 stycznia 2012
Melanie wraca....
Kim jest ta dziewczyna, która wraca tu za każdym razem, kiedy jest nieszczęśliwa? Czy dzielenie się smutkiem jest łatwiejsze, niż mówienie o szczęściu? Czy bycie nieszczęśliwym jest łatwiejsze niż budowanie własnej normalnej egzystencji. Co to znaczy normalność? Ota ja, znowu Ja. Ta, która pojawia się tu za każdym razem, kiedy jest jej bardzo źle. Ta, która naiwnie myślała, że jej limit pecha, niepowodzeń i tragicznych miłości i zdarzeń się wyczerpał. Bez siły, bez wiary, bez zgrabnej metafory. Melanie przegrała...znowu przegrała.
Rozstanie. Depresja. Placz. Rak. Zabieg. Terapia. Samotność. Strach.
Nowa ja....niezmiennie wierna swojemu bólowi, uzależniona od samotności, umartwiona bóelm porzucenia. Melanie
piątek, 09 kwietnia 2010
Zadzwoniła do radia i zamówiła dla niego piosenkę z okazji urodzin. Dedykacja: "walczymy z przeciwnościami losu , z nią"
Ja jestem ta przeciwnościa losu. Moje życie i moje uczucia to dla niech niewygodna przeszkoda. Przeciwność losu. Odebrałam mi go a teraz wypłakuje sie w radio jak bardzo cierpi, ze sa od siebie tysiace kilometrów. Czy ona wogóle liczy sie z moimi uczuciami? NIE
czwartek, 18 marca 2010
Mój Kochany,
Zapewne o mnie nie myślisz, więc nie wyobrażasz sobie co teraz przeżywam i jak się czuje.
Nigdy nie lubiłeś kiedy starałam się z Tobą rozmawiać o uczuciach. Zawsze zmieniałeś temat. Kiedy płakałam mówiłeś że tego bardzo nie lubisz. Moje łzy nigdy cię nie wzruszały, albo cię drażniły, albo były ci obojętne. Pamiętam chwile kiedy wykrzywiałeś twarz w grymasie, próbując mnie przedrzeźniać. Dlatego wiem, że nic a nic nie obchodzi cię co teraz czuje.
Wiesz Michał, ja sobie nigdy nie wyobrażałam, że życie bez ciebie możne być takie trudne. Choć nigdy ci tego nie mówiłam, życie z tobą nie było łatwe, ale życie bez ciebie wydaje się niemożliwe. W zasadzie to co się teraz ze mną dzieje nie można nazwać życiem. To jest jak koczowanie, wypełnianie pustych czynności życiowych. Wstaje rano, choć w nocy wcale nie śpię. Wychodzę do pracy i ciągle myślę żeby już wrócić do domu. Ale zaraz potem przyłapuje się że przecież ja nie mam domu. Przecież dom to ludzie, a w moich 4 ścianach jestem tylko ja. Włączam komputer i ciągle śledzę informacje o tobie. Sprawdzam czy zamieściłeś już zdjęcia z nią. Dodałeś, później skasowałeś, znowu dodałeś i znowu skasowałeś. Jestem idiotką. Wmawiam sobie, że skasowałeś je żeby nie było mi przykro.
Wiesz jest tyle rzeczy o których chciałabym napisać. O tych o których nie zdarzyłam ci powiedzieć. Jest tyle rzeczy o których ci mówiłam, ale ty chyba ich nie usłyszałeś. Gdybyś usłyszał.............Przecież nie nie można odejść wiedząc o takich rzeczach.
Kochanie zawsze byleś dla mnie najważniejszy. Udowadniałam ci to tle razy. Dlaczego tego nie widzisz, czemu nie rozumiesz?
Dlaczego wybrałeś ja? Dlaczego pozwoliłeś stanąć jej miedzy nami. Dlaczego wybrałeś kiedyś mnie, choć ją znasz dłużej. Czemu wtedy kochałeś mnie. Dlaczego teraz zdecydowałeś inaczej? Czy ty w ogóle kiedykolwiek mnie kochałeś? Powiedz, proszę czy wszytko to, co razem zbudowaliśmy nie ma dla ciebie znaczenia? Czemu zacząłeś wszytko od nowa?, Znowu nic nie masz. Tak bardzo chciałeś mieć rodzinę, chcieliśmy mieć dzieci, dom....gdzie to wszytko nagle zniknęło? Czy on ci to da?
Rozmawiałam z nią. Kocha Cię, to jedno jest pewne. Kocha cie, choć oddałabym życie żeby było inaczej. Kocha cię , choć wiem ze nie tak bardzo jak ja. Nie przeszliście razem tej najtrudniejszej próby, tej które my przechodziliśmy wielokrotnie.
Nienawidzę jej, wiesz? Oczywiście że wiesz, mówiłam ci tyle razy. Ale proszę nie krzywdź jej, nie zrób jej niczego złego. Nie możesz Kochany. Tak chciałabym żeby się toba zajęła. Boję się o ciebie. O nią tez. Jeśli będziesz jej robił to co mi. Ja ci wybaczyłam. A ona?
Możne myślisz że jestem wariatką. Przecież zawsze tak do mnie mówiłeś. Pamiętam każde twoje słowo, każde zdanie, wszystko. Nawet te nie ważne, codzienne dialogi. Każdy z nich odtwarzam w głowie, wypełniają mi każdą minute. Ratują mnie, gdy jest mi źle, pogrążają kiedy czuje się lepiej.
Kiedy ktoś pyta cię o mnie, co odpowiadasz? Czy mówisz o mnie źle?
Michał kocham Cię, wiesz?
Choć miliony razy obiecywałam sobie, ze przestane to nie potrafię. Gdybyś na mnie spojrzał, gdybym mogła cie zobaczyć. Gdyby te tysiące kilometrów nagle się zatarły. Najgorsze jest to .ze jedne twój uśmiech spowodowałby ze wybaczyłabym wszytko. Właśnie za to się nie nienawidzę
Ja i tak ciągle jestem przy tobie. Chcę być dla ciebie jak anioł stróż, chcę chronić tego, co razem przeżyliśmy. Pamiętaj że gdy jest ci źle, otulam cię moimi myślami. Czujesz to ciepło koło serca. to nie ona, to ja całuję cie i przytulam myślami.
Do zobaczenia. Nie umiem napisać żegnaj
niedziela, 14 marca 2010
Kto nie idzie do przodu cofa się.
Nienawidzę siebie. Za to, kim jestem. Za to, że nie potrafię być jak inni. Dlatego, że kocham człowieka, który skrzywdził mnie jak jeszcze nikt inny. Dlatego, że czytam moje słowa sprzed kilku miesięcy, kiedy okłamywałam samą siebie. Jak mogłam pozwolić się bić? Jak mogłam wierzyć w te chore kłamstwa? Nie jestem nic warta, przecież miałam być przenikliwa. Obiecałam to sobie. Przecież już nikt nigdy miał mnie nie skrzywdzić. To obiecywał mi on. Czemu potrafię pomoc wszystkim dookoła, a nie potrafię pomoc sobie? Przecież dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Buntuje się, kiedy ludzie mówią, że nie był mnie wart. Buntuje sie, kiedy mówią ze lepiej mi bez niego. Wiem, że mają racje. Racjonalnie rzecz biorąca to ja się mylę, nie oni. Jest coś, to chyba rozum, co podpowiada mi ze trzeba się z tego uwolnić, trzeba iść dalej, nie wolno się zatrzymywać. Kto nie idzie do przodu cofa się. Ale serce nie chce przyjąć tych komunikatów, serce jak durne wyrywa się na dźwięk jego imienia, płacze, kiedy widzi jego zdjęcie. Ono rozpuszcza się każdego wieczoru, kiedy leże sama w wielkim łóżku. Nawet nogi za nim tęsknią, przecież zawsze splątały się z jego, kiedy razem zasypialiśmy. Brakuje mi go jak powietrza, tak bardzo chciałabym żeby ta powolna agonia wreszcie się skończyła.
piątek, 12 marca 2010
Kłóce się sama ze sobą
To zaskakujące jak najbliższy człowiek staję się najbardziej obcym i zimnym. Ktoś kto znał moje sekrety, uczucia, przeżycia. Kto był ze mną, dzielił ze mną życie, marzenia, plany, nawet łóżko. Ktoś przed kim odkryłam się i pokazałam taka jaka jestem na prawde. A teraz ten najblizyszy człowiek stał mi sie najdalszy. Wyśmiewa moją wrażliwość,osobowość. Wszytsko co ode mnie otrzymał zmieszał z g.....
Nawet wróg nie potafi tak ranić swoją nienawiścią jak ukochany czlowiek obojetnością.
Nie umiem cieszyc sie jego szczesciem. To chyba jest tak, ze jak sie kogos
No to ja nie jestem. Zbudowal to szczescie na moim cierpieniu, klamstwie, oszustwie,
czwartek, 11 marca 2010
Tyle chciałam Ci dać....
Bezlitosne uczucie niepewności. A może bezlitosne uczucie, że limit na szczęście już się wyczerpał. Powtarzalność. Schemat. Poranek, samotny, zimny, zapowiadający kolejne godziny w samotności. Wieczór, długie godzinny bezsenności, przemyśleń. Kolejna spowiedź przed sama sobą. Kolejne łzy, analiza, doszukiwanie się sensu. Sekunda po sekundzie. Wybiegam na dwór, chcę by wiatr wytrząsnął ze mnie tą głupią samotność. Niech wytarga ze mnie te wszytskie dobre chwile, kiedy byłam szczęśliwa, nie chce ich pamiętać. Teraz jak ostrza przebijają moje ciało. Każdy najmniejszy jego uśmiech, który zdołam sobie przypomnieć wbija się w moje płuca. Nie moge złapać powietrza, dusze się, nie mogę z siebie wydobyć żadnego dźwięku. Są tylko łzy. Nie lubię ich smaku. Są gorzkie i cierpkie. Tak jak ja.
W głowie krąża tylko myśli o nim. Jak rozerwany najszyjnik, tysiące paciorków uderzających o zimną podłągę - tak rozbijają się moje myśli.......dlaczego? dlaczego? dlaczego????????
Juz za Toba nie tęsknie......jak bardzo chciałabym umieć tak mu powiedzieć. Jak bardzo chciałabym, żeby to była prawda. Tyle chciałam Ci dać......
środa, 10 marca 2010
Tęskniła. Wróciła.
Stoje w kroplach deszcze juz druga godzine. Pragne by zmyły ze mnie ten slizki i lepki brud. W kroplach deszczu nie widac lez. Nikt nie zauwazy ze cienkie strugi plynace po policzkach to moja rozpacz, moja ucieczka, moje szalenstwo. Boje sie jutra. Boje sie, ze jutro słonce przeswietli mnie na wskroś. Wszyscy sie dowiedza, ze jestem niekompletna. Ktos wyrwal mi serce, pobiegl z nim tak, jak zlodziej porywa torebke. Dla niego to nie ma znaczenia, liczy sie łup, nie ma w tym zadnych emocji.
Krople deszcze bija mnie po twarzy. Znowu to samo, znowu prubuje udowodnic sobie, ze przeciez mozna, ze trzeba zyc dalej. Czas biegnie dalej, szybciej, gwaltowniej. Wskazówki zegara wciaz tykaja, popychaja mnie do przodu. Nie mam dosc sily by z nimi walczyc, nie moge opierac sie bez konca. Nie da sie wrocic do tego co bylo, niczego nie da sie zmienic. Naiwna walka. Znowu przegralam.
To znowu ja, zaplakana, smutna bez wiary.
„Jak moglas uwierzyc ze sie ode mnie uwolnisz, glupia dzieczyno?????-krzyczy moja samotnosc!!!! Moja wierna przyjaciólka, ta której wolałbym nie mieć. Wysłalam ja w podróz na długie 3 lata. Tęskniła. Wróciła. Teraz szepce mi do ucha, że juz nigdy mnie nie opusci. Miło, chociaz ona zostanie mi wierna.
Jestem jak ta kropla deszczu, których miliony rozbijaja sie o ziemie. Nikt nie przejumuje się pojedyncza kroplą. Takie jest jej przeznaczenie. Spada w dół po to by wkrótce rozbić się o ziemie. Czy ktokolwiek mysli o zwyklej kropli desczu? Kogo obchodzi jej los? Jestem kropla deszczu.
wtorek, 09 marca 2010
Rozterki.....
Chciałbym zapytać jakiegoś mężczyznę (nie wiem czy jakis mężczyna czyta moje wynurzenia) czy każdy mężczyzna chodzący to tym świecie jest pozbawiony uczuć czy tylko ja natrafiam na takich? Mój przyjaciel mówi, że nie dorósl do tej rozmowy, brat, że jest zbyt wściekły na M.żeby umiał powiedzieć coś mądrego. Bardzo wiele razy rozmawiałam z M. o tym jacy są meżczyżni, co czują, jakie wartości wyznają. O czym myślą i czym się martwią. Jaki jest ich sposób postrzegania swiata. M. odpowiadał, opisywał co się dzieje w meskiej głowie, a ja sie cieszyłam, bo było mi to takie bliskie. Kiedy rozmawialiśmy, nasze poglądy na dane sprawy były tak zbieżne, że cieszyłam sie jak dziecko, że jesteśmy pokrewnymi duszami. Teraz wiem, że M,. mówił to, co ja chciałam uslyszeć. Czy mężczyźni też cierpią po rozstaniu? Czy zastanawiaja się choć przez chwile co sie dzieje z była partnerką? Czy myślą tylko o nowej? Czy wogóle mają wyrzuty sumienia, kiedy kogoś skrzywdzą? Po co kłamią? Po co mówią coś, czego tak na prawde nie myślą i nie czują? Dlaczego?
poniedziałek, 08 marca 2010
Co ty tam wiesz
Dzień Kobiet.
Mówia, że to nasze świeto. Wypada byc dumnym z tego, że jest się kobietą. A jak się nie jest dumnym? A jeżeli ja wogóle nie jestem dumna z tego kim jestem lub może inaczej, kim się stałam? A jeśli zapomniałam na 3 długie lata kim jest dumna i niezależna, roześmiana, ambitna i podobajaca się sobie JA. Co jeśli nie wiem co to znaczy byc prawdziwa kobietą? Ktoś, kogo kochałam odebrał mi godność, sprawił, że zapomniałam jak to jest podobac sie sobie i otoczeniu. Kiedyś dostrzegałam swoja wartość, widziałam w oczach mężczyzn to czego teraz juz nie widzę. Tak bardzo sie tego wstydze.
piątek, 05 marca 2010
Rozsypałam się na tysiąc kawałków
Ktoś próbując mnie pocieszyć powiedzial mi, że na świecie jest miliony skrzywdzonych przez miłość ludzi. No właśnie przez miłość czy przez ludzi? Ja zawsze wierzyłam, ze miłość to wyjątkowe uczucie, niepowtarzalne przeżycie, coś co każe nam iśc ciagle do przodu. Nie dla siebie, ale dla kogoś, kogo tą miłością sie obdarzyło. Czy rzeczywiście świadomość, że nie jestem jedyną osoba na świecie, która cierpi bo ktos ja skrzywdził powinna mi pomóc podnieść się i iść dalej, teraz już sama. Nie wiem. Jak mam żyć, normalnie funkcjonować, usmiechać się, kiedy wszytko we mnie rozpada się na tysiąć kawałków. Kiedy komus uda się mnie na chwilę rozśmieszyć, natychmiast paralizuje mnie strach. Przecież do tej pory to M. mnie rozbawiał. Razem śmialismy sie z naszych „małych spraw”. Razem uśmiechalismy się mróżąc w słońcu oczy, kiedy za ręke szlismy na spacer. Pamiętam swieże francuzkie bagietki, czekoladowe mleko, „śmierdzące sery”. Tak to kochaliśmy. Jeszcze tak nie dawno w moich uszach brzmiały jego słowa, że jest mu tak dobrze, że kocha mnie najbradziej na świecie. Że gdziekolwiek ja będę, on pójdzie tam za mną. Teraz, kiedy znam cała prawdę fatalnie to brzmi. Te same słowa wypowiadał do niej, dzwoniąc ukradkiem, kiedy mnie nie było w poblizu. Jakie to straszne, że zostawił mnie dla kogoś, kogo wogóle nie zna. Od 3 lat żylismy ciągle razem, nawet nie miał okazji jej widywać. Od kilku miesięcy do niej dzwonił. To mu wystarczyło. Kiedy mówił, że mnie kocha, to samo po chwili powtarzał jej. Nic z tego nie rozumie. Nic razem nie przeżyli, nie znają się. Czy ona wie o nim to co ja? Czy wie, jak na prawde nazywa się jego ojciec? Czy wie jakie sa jego kompleksy? Zna ulubione potrawy, filmy, ubrania? Czy wie o czym mysli, kiedy jest smutny? Czy potafiłaby wstać w nocy i siedziec przy nim do rana, kiedy bolał go brzuch, pomimo,ze wcześniej ją pobił......tak jak mnie? Czy umie go uspokoic kiedy jest zdenerowany lub zmartwiony? Czy potafia sie śmiać z tych samych rzeczy nie mówiąc nawet o co chodzi, rozumiejąć sie bez słow, patrząc sobie w oczy? Zabrała mi koś, kto był dla mnie najważniejszy. To była moja rodzina, mój swiat. Mój sens w zyciu. Jak to jest żyć bez jakiegokolwiek sensu?
czwartek, 04 marca 2010
życie za mgłą.
Kiedy mi powiedział, że to koniec nie wiedziałam co mam ze soba zrobić. Jest mi wstyd, bo uzależniłam się od M. Od 3 lat nieprzerwanie razem, razem zasypialiśmy i razem się budziliśmy. Tyle złego wydarzyło się w naszym życiu. Miał tyle problemów, które ja za niego rozwiązywałam. Wziełam na swoje barki cały nasz świat, a On miał mnie tylko kochać. Ale nie kochał. Mam wrażenie, że uciekła ze mnie cała moja wrażliwość. Tak bardzo chciałabym go znienawidzić, tak mocno chciałbym krzyczeć. Nie udaję mi się. Ciągle tylko płacze. I próbuje zrozumieć dlaczego???? Oddałam mu swój cały świat, siebie, wszytko co miałam. Zrezygnowałam ze swoich marzeń, ambicji. To on stał sie moim spełnionym marzeniem, ambicją. Kiedy pojawiała sie przeszkoda stawałam na głowie by ją ominąc. On nie musiał sie martwić o nic. Przecież wiedział, że jestem ja. Nie umiem zrozumieć. Bylismy tacy szczęśliwi, mieliśmy być jeszcze bardziej. Chcielismy sie pobrać, tak marzyliśmy o dziecku. Kiedy mówił o naszych planach zawsze miał łzy w oczach. Kiedy zniszczył nasz związek powiedział, że nasze plany, życie to tylko chore urojenia. On chce sie bawić. Z nia , nie ze mną. Przekreślił mnie, nas. Nie rozumiem dlaczego? W sobotę wyznawał mi miłość, w niedziele twierdził, że już mnie nie kocha, nigdy nie kochał. Kiedy mnie bił, kiedy emocje już opadły zawsze płakał. Twierdził, ze jego ojciec tez bił matkę. Że on nie chce powtarzać jego błędów. Potem już tylko pytał czemu się kłócimy. Kłócimy? Przecież zawsze chodziło o nia, o to, że pojawiała sie w naszym życiu. Kiedy to odkrywałam, zaczynał sie horror. I bicie. A potem tłumaczenie, że go sprowokowałam. Kiedy mi powiedział, ze to koniec, skończyło sie moje życie. 7 minut rozmowy telefonicznej, żadnego spotkania, nie chciał mnie widzieć, nie chciał spojrzeć mi w oczy. 7 minut i straciłam całe życie. Nie mam nic. Schudłam 9 kilo. Efekt żywienia sie kroplówkami. Nie byłam w stanie podnieś sie z łożka. Nie jem, nie śpie, snuje się między obcymi twarzami. Oglądam nasze wspólne zdjęcia i jego nowe zdjęcia. Z nią. Drażnią mnie słowa innych. Powinnam zapomnieć. Wiem. Nie potafie. Nawet nie potrafie nazwać tego co czuje. Wyprano mnie z uczuć. Nie wiem już kim jestem, kim byłam i po co żyje. Nie rozumie niczego i nikogo.
poniedziałek, 01 marca 2010
Reportaż z mojego życia czyli znowu płacze
Kiedy udajesz, ze jestes szczęsliwa, kiedy wmawiasz to nawet sobie.......
Kiedy wybrałam M. myślałam, że to zarazem najważniejsza i najlepsza decyzja w moim życiu. Kochałam, nie, nie kochałam....kocham go najbardziej na swiecie. To nie było łatwe uczucie. Walczyłam z cały światem, z mamą, z życiem, ze swoimi słabościami. Uciekłam na drugi koniec świata, prosto w jego ramiona. Myślałam, że bylismy szczęśliwi, ja byłam.
Ostani rok Ostatni rok był bardzo ciężki, on starcił pracę, w obcym kraju, nie znając jezyka. Wziełam to na siebie. Stanęłam na głowie, znalazłam mu dwie prace. Znów byliśmy szczęśliwi. Ona Potem zjawiła sie ona. Nie, ona była od zawsze. Mówił, że to tylko koleżanka, nawet nie jego, jego młodszej siostry. Lat 19. A on? Przecież on ma 30 lat!!!!! Awantury, ciągle o nią. I te kłamstwa, że sie „gówniara doczepiła do niewinnego człowieka”, „że jestem chora z zazdrości, niepotrzebnie”. Napisał jej wulgarna wiadomość : „odpier......się”, ale ona ciagle była. Telefony, wiadomości.....UDERZYŁ MNIE!!!! Dostałam w twarz, bo ośmieliłam sie zwrócić mu uwage. BIŁ MNIE Przyzwyczaiłam się do jego pieści, krzyku. Przecież mial takie ciężkie dziecinstwo.Dlaczego nie odeszłam...........Boże chciałam mu dać ciepło rodzinne, którego nie miał. Myślałam, ze to dlatego mnie bije, bo nikt go nie nauczył, ze mozna inaczej. Wybaczałam, kiedy płakał, był jak dziecko.
Szczęście, uśmiechy i bicie przeplatało moje życie. Oddałam mu cały mój świat. Wierzyłam, że sie zmieni. A ona to tylko moja chora zazdrość. Kiedy odkryłam telefon do niej, złamał SIM płakał. OŚWIADCZYNY Moje urodziny, nieudane, przykre, niby pamietał, ale ich nie uczcilismy. Wreszcie wieczorem oswiadcza sie, bojac sie , że tym razem odejdę.
Miał być ślub. Za kilka miesięcy. Ale 3 dni przed oświadczynami u rodziców zadzwonił, ze mnie nigdy nie kochał, zdradzał, że jestem beznadziejna, bo próbowałam go zmienic i uszcześliwic na siłe. Ona, młoda 19-tka jest lepasza w łóżku. Z nia bedzie.
A JA????????????????????????????????????
"Poradzisz sobie, jesteś silna. Dzięki za wszystko".
A później: "jesteś kłodą, psychicznie chora, pijawa. Nie nie spotkam sie z Toba, nie chce patrzec na twoja histerie"
PRZEZ TELEFON Zerwał ze mna przez telefon. Na tyle zasłużyłam po 3 latach związku. Po 3 latach bicia, wykorzystywania i upokorzń. Po 3 latach kiedy byliśmy niezmiernie szczęsliwi i czasem strasznie pogubieni. Teraz jest ona. Lat 19. Lepszy swiat.
czwartek, 04 lutego 2010
piątek, 12 czerwca 2009
Nie chcę być dziewczyną,która śmieje się najgłośniej
Albo dziewczyną, która nigdy nie chce być sama.
Nie chcę być wzywana o 4 rano
Bo jestem jedyną na świecie,której nie zastaniesz wtedy w domu. Nie pytaj dlaczego
Słońce oślepia,
znowu wstaję i odkrywam,
że to nie sposób w jaki chce zakończyć moją historię..
Jestem bezpieczna
znacznie wyżej, nic nie może mnie dotknąć
Dlaczego czuję,że to koniec ?
Nie czuje bólu w środku
Ochraniasz mnie,
Jak to jest,ze czuję się tak spokojna?
Nie chcę być dziewczyną, która wypełnia ciszę
Cisza mnie przeraża, cisza wykrzykuje prawdę
Już o tym rozmawialiśmy, setki razy
noc wzywa i szepcze do mnie delikatnie, chodź
... spadam
będę jedyną winną.
Schodząc w dół, schodząc w dół, schodząc w dół
kręcąc się,kręcąc się,kręcąc się
Szukam samej siebie
Kiedy jest dobrze,wtedy jest dobrze, jest dobrze dopóki nie będzie gorzej
Słyszałam siebie płaczącą,ostatni raz
załamując się w cierpieniu
czwartek, 11 czerwca 2009
Tam......w środku
Tam, w srodku jestem jeszcze małą dziewczynka.Tą, co biega boso po ulicy, śmieje się goniac motyle, przykleja nos do wystawowej szyby, wypatrując ulubionych cukierków. Zdałam sobie sprawe, że ja nie wiem co to jest szczęsliwe dzieciństwo, prawdziwe, delikatne, subtelne. Nigdy tego nie zaznałam. Skazano mnie na samodzielność i dorosłość juz w wieku 5 lat. To , z czego tak mialam byc dumna, ta zaradnośc kilkulatki targającej zakupy, opiekującej sie bratem, tej u drzwi gabinetu lekarskiego proszącej doktora o zwolnienie dla mamy, ktora jest chora, ale nie chciala przyjsc. Bylam mloda, a pan, ktory mial remontowac mieszkanie, nabral ochoty na moje mlodziencze cialo. Ucieklam, poskarzylam sie mamie. Nie uwierzyzla, nie zrobila nic. Dzis nie ma sobie nic do zarzucenia. M.daje mi poczucie bezpieczenstwa. Pozwala mi byc ta mała dziewczynka, marudną, ciekawa swiata. Czasem tuli do snu nie jak swoja kobiete, ale jak córeczkę. Daje mi milosc i wypelnia nia caly moj swiat.
Ale tam, gleboko we mnie....ja wciąż płacze, płacze, płacze.
niedziela, 25 stycznia 2009
Krystalicznie czysta woda Strumien, blekitna nitka, mala rzeczka. Wszytko to nieskazitelne, bezbledne, szczere i gladkie. Szklo i rysa na szkle. Rysa. Gruba rysa. Spore pekniecie, moze zbyt glebokie, zbyt .....nie wiem wlasciwie jakie.
Nasza klotnia. Wiem, ze jestem zolza. Wredna, egoistyczna. Chce go miec tylko dla siebie, chce by byl moj i tylko moj. Nikogo nie chce dopuscic do niego. Jego pierwszy bunt. Po raz pierwszy sie sprzeciwil. Moze nie pierwszy raz, ale tym razem stanowczo i zdecydowanie.
Wyrzucilam go z lozka, z pokoju, .....chcialam wyrzucic z mysli. Nie udalo sie. Nie spalam cala noc. On tez. Strach. Strach, ze skonczy sie to, co jest dla mnie najcenniejsze. Ze mi go zabierze. Ona.
Wlasnie, dlaczego ona? Zjawila sie z nikad i che mi go odebrac. Jawnie, bez sciemy. Dazy do swojego celu.
On jej nie chce
tak mowi, ale czy to prawda. Nie mam podstaw, by watpic, ale sie boje. Zawsze jest cos nie tak. A mialo byc tak: On, ja i nasza milosc.
Slyszalam jak chodzil po pokoju.
piątek, 26 grudnia 2008
Idealnie nie jest, ale sie kochamy!
Przezywamy nasze drugie swieta,niestety kazde w swoim domu. Caly rok bylismy razem, a teraz kazde w swoim domu czeka, az wreszcie skonczy sie ten cyrk i wrocimy znow do siebie. Nic sie nie zmienilo, mama wciaz taka sama, ciagle zla i obrazona na moja milosc. Jeszcze tylko kilka dni, kilkanascie godzin, abysmy znow mogli zyc ze soba, smiac sie i cieszyc swoja obecnoscia.Jakos nie moge spac bez niego, nie potrafie smiac sie i cieszyc,skoro on jest tam, a ja tutaj. Czekam na telefon, nie moge sie obejsc bez jego glosu i slow, ktore za kazdym razem do mnie wypowiada. Idealnie nie jest, ale sie kochamy!
wtorek, 09 września 2008
Powiem tylko jedno: jestesmy razem, bardzo szczesliwi, ciagle sie odkrywamy, zyjemy cieszac sie kazdym zwyklym dniem. Nie jest idealnie, ale wcale sie tego nie spodziewalam. Kocham zasypiac w jego ramionach.
czwartek, 17 kwietnia 2008
Chcę poczuć co to szczęście
Pełna strachu,obaw, niepweności co przyniesie jutro zmieniam swój świat. Nie wiem czy dobrze robie, nie wiem, czy nie będę żałować i płakać nad tym, co się ze mną stało. Ale wiem, że jeśli nie zrobie nic, stracę resztki szacunku do samej siebie. Jest tylko jedna osoba, która mnie wspiera i druga, która czeka na mnie i pragnie bym dokonała wyboru. Pierwszą jest mój brat, który codziennie przechodził ten sam koszmar co ja, drugą jest M.dla którego zmieniam swoje życie i wyrywam się ze świata, w którym nic nie było moje. Ile będzie mnie kosztować ta decyzja? Na razie brak stosunków z matką, utrata domu. Może kiedys znacznie więcej. Ale wierzę, że tak trzeba. Muszę w końcu zrobić coś dla siebie. Chcę poczuć co to szczęście. Muszę się dowiedzieć co to znaczy.
czwartek, 21 lutego 2008
Wolę się z tym światem pożegnać.
Ukradła mi moje życie. Nie ma własnego, więc żyje moim. Wessała się jak pijawka, pożera mnie całą i nie pozwala oddychać samej. Duszę się, coraz częściej myślę,że można skończyć to tylko w jeden sposób. Odebrać jej moje życie, można tylko jednym cięciem, po prostu odebrać je sobie. Odkrywam coraz gorsze fakty, coraz boleśniejsze. Na nic w życiu nie miałam i nie mam wpływu. Wiem już czemu odeszli ode mnie ludzie, których kochałam.... To ona. Dzwoniła do nich, odwiedzała ich domy, odganiała od mojego. Zabrała moje świadectwa maturalne i złożyła na studia, które mi wybrała, ja nie miałam na tą decyzje żadnego wpływu. Moje prawo jazdy...po latach dowiaduje się, że odwiedziała wcześniej egzaminatora. Nawet kiedy wybierałąm się do fryzjera, odwiedzała go dzień wcześniej, by poinstruować go jakie włosy ma mi zrobić. Straszne. Dowiedziałam się teraz, dopiero teraz otworzyły mi się oczy. Kiedy załatwiałam sobie pracę, dzwoniła do właściciela i wtrącała swoje trzy grosze. Kiedy żyłam w szczęśliwym związku parę lat temu zadzwoniła do jego szefa i doniosła, że ten gośc ma coś chyba na sumieniu. Został zwolniony. Wyjechał, nigdy później się już nie spotkaliśmy, ponoć spotkała go straszna krzywda. Nawet, wtedy gdy broniłam magistra, zadzwoniła do Dziekana, by "dowiedzieć się czegoś'. Jak mogłam byc taka ślepa, nie widzieć jak steruje moim życiem. Ona ukradła mi moją osobowość. Wszytko co mi się w życiu udało, dobre stopnie czy inne powodzenia, wychwalała przed rodziną , mówiąc, że to "nasze osiągnięcie", że to "my". Boze drogi, ja nie wiem co robić? Czuję się taka pusta, nic nie jest moje, nic nie mam. Na wszytkim położyła łapę. Ukradła mi szczęście, wspomnienia, nawet to, z czego jej się zwierzałam. Postanowiła nie dopuścić do mojego związku z M. Jedzie do Jego rodziny powiedzieć, ze nie dopuści do ślubu, że M.jest niepełnosprawny. Ja nie wiem jak ja to zniosę. Co pomyśli Jego matka, gdy usłyszy coś takiego o własnym synu. Nie potrafię z tym żyć. Nie chcę tak dalej żyć. To nie jest życie. Wolę się z tym światem pożegnać.
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Striptiz...czyli rozbieram się na kawałeczki
Człowiek wychwowuję się wsród tysiąca zakazów i ograniczeń. Nigdy nie ma tak, żeby można było być dla siebie samego jedynym Panem, władcą własnego losu. Walczyłam przez całe życie o poczucie, że to ja decyduję o sobie, o swoim losie, kreuję swoją postawę i przemyślenia. Wszytko to oczywiście ścierało się z realimi codzienności, słabością ludzką i otoczeniem, które w mniejszy czy większy sposób determinowało moją ewolucję. Z resztą u mnie zawsze realny był problem, zwykłego poczucia, że zawsze od kogoś zależę, że moje decyzje dyktowane są przez innych, a właściwie nie przez innych, ale przez moja matkę. Tak naprawdę ona dokonywała za mnie wyborów, a ja walczyłam choć o mały fragment "mojego ja". Smutne to, że nawet w najbardziej błahych kwestiach ona decydowała. Na początku dlatego, że byłam mała, ona mnie utrzymywała, później dlatego, że nie chciałam się sprzeciwiać "matce, która w każdej chwili może odejść z tego świata, podczas, gdy ja miałabym zostać w wielkim poczuciu winny, że nie uszanowałam ostatniej woli matki". Teraz jestem dorosłą kobieta i nie potrafie sie z tym wszystkim pogodzić, odnaleźć gdzieś własną tożsość. Kocham mężczyznę, którego moja matka nigdy nie zaakceptuje. Kiedy jestem z nim mam poczucie, że krzywdzę matke, kiedy go nie ma obok mnie, czuje sie nieszczęsliwa, samotna. Czuję jakby moje życie nie miało najmniejszego sesnu.
piątek, 18 stycznia 2008
Życie w ciągłej niepewności........
Teraz, kiedy już wszystko już wiem, mogę to wreszcie napisać. Wreszcie wyrzucę to z siebie! Na wszystko w życiu jest czas. Określone schematy, plany, na które tak na prawdę nie mamy żadnego wpływu. Z przykrością muszę stwierdzić, ze została nam jedynie ślepa wiara, że potrafimy niektóre rzeczy kontrolować i mieć na nie jakikolwiek wpływ. Mogę marzyć, mogę wierzyć, ale co mi z tego pozostanie?Ostatnio mam same problemy, kłopoty, które absolutnie mnie przerastają. Zastanawiam się, czy warto w ogóle się nimi przejmować, skoro jestem na nie skazana. Dwa tygodnie temu byłam na kontrolnej wizycie u mojej Pani ginekolog. Rutynowa kontrola, badania, a okazała się dla mnie tragiczna. Zapadł wyrok: nie będę mogła mieć dzieci. Rozpacz, dno rozpaczy. Czarna dziura. Nie wiedziałam co się dzieje, jak to możliwe. Dlaczego? Wybiegłam z gabinetu jak oparzona, z najgorszą i najbardziej bolesna prawda mojego życia. Przegrałam wszystko, jestem nikim….tak o sobie myślałam. Minęło kilka dni, ochłonęłam, przemyślałam sprawę. Postanowiłam walczyć. Może teraz nie jest jeszcze odpowiedni moment, by mieć dzieci, ale chcę je mieć! Poszłam do innego lekarza….i obalił diagnozę poprzedniej Pani doktor. Mogę mieć dzieci …..M O G Ę ! ! ! Poprzednie wyniki badań były błędne, ich interpretacja jeszcze bardziej. Ulżyło mi. Ale czy na pewno aktualna diagnoza jest właściwa? Jak ja mam żyć w takiej niepewności. Dlaczego znowu ja? Życie w ciągłej niepewności…
niedziela, 13 stycznia 2008
Bolesna część mnie. Brakujące elementy
Statystyczny człowiek ma w ciągu swojego życia kilka problemów, które spędzają mu sen z powiek. Statystycznie większośc z tych ludzi potrafi w lepszy czy gorszy sposób sobie z nimi poradzić. Ale statystyki mówią też o jednostkach, które nie wiedzieć czemu, wiedzione są pechem, przykrym i niesprawiedliwym losem, który wciąż daje o sobie znać. Ja wcale nie próbuje się skarżyć, ten etap mam już za sobą, ale próbuje zrozumieć dlaczego ja? Dlaczego tyle nieszczęść na raz? Czemu właśnie teraz? Jeśli we wtorek pewne informacje się potwierdzą, nie wiem czy będę umiała żyć. Tak normalnie, jeszcze kiedykolwiek. Boję się. Nie chcę, żeby to stało się prawdą. Bolesną częścią mnie.
niedziela, 06 stycznia 2008
topię się
Czuję jakby miała w głowie tonę ołowiu. Kolejna dzika awantura, kolejne oskarżenia i kłamstwa. Czuję jakbym wpadła pod taflę zamarzniętego jeziora i nie mogła się wydostać na powierzchnie. Brakuje mi powietrza. Brakuje mi już sił. Czy ja nie moge tak po prostu byc szczęśliwa?
piątek, 04 stycznia 2008
Zgliszcza
Dziś wyjechał mój ukochany M. Strasznie mi smutno, żal, wielki żal zapanował w moim sercu. To nie było łatwe rozstanie, moja matka powiedziała mu, to co zamierzała. Kazała mu mnie zostawić, poszukać sobie kogoś innego. Stwierdziłą, że nie pasuje do "naszej rodziny" i nie znajdzie jej akceptacji. No ui że nie jest mnie godzien! Przepraszam, ale kurwa nienawidze tej kobiety, nienawidze jej z całego serca. Nikt nie był w stanie jej powstrzymac, chociaż prosił ja ojciec, mój brat i ja niczego nie udało się zatamować. M wyjechał w wielkim stresie, a przed nim długa droga: 30 godzin jazdy. Zdecydowałam , że w lutym na dobre wyjeżdzam, uciekam z tego parszywego domu. Za bardzo kocham M, by móc go stracić.....jeśli jeszcze będzie mnie chciał. Nie wiem co zrobić ze swoim życiem, czasem marzy mi sie by jednym szybkim ruchem je zakończyć. Ale jak ja bym wytrzymała bez M.?
|